Zakończyła się kolejna, szósta już edycja Aloga Auction. Wraz z jej wynikami, powróciła do mnie jak bumerang myśl czy komercjalizacja hodowli koni sportowych, tak bardzo widoczna zwłaszcza wśród koni skokowych, jest dla niej dobra?
I nie chodzi tu o organizację aukcji koni, które mają liczne zalety, zwłaszcza dla hodowców, ale uwięzienie hodowlanej myśli w jednym schemacie: nie ma sensu hodować koni jeśli nie mają dobrych „horsetelex’ów”.
Jak to jest z tym rodowodem?
Na wspomnianej Alodze najdroższe były trzy konie skokowe, kosztujące odpowiednio 2.1 mln, 825 tys. i 800 tys. – wszystkie ceny oczywiście w euro. Poza oczywistym talentem skokowym łączyło je również kilka interesujących faktów. Żaden: nie pochodził po ojcu utytułowanym w sporcie na poziomie 1.60m, czy z TOP 10 rankingu WBFSH i od matki sprawdzonej w sporcie. Żaden z tej trójki nie ma również rodzeństwa w międzynarodowych konkursach 1.60m czy nawet 1.50m.
Oczywiście im młodszego konia kupujemy, tym ważniejsze jest jego pochodzenie. W przypadku źrebiąt zmiennych możliwych do oceny jest wyjątkowo mało. Z drugiej strony zakup źrebięcia niesie wiele szans. W takim samym budżecie nie będzie nam dane kupić klasowego, młodego sportowca. Stąd bazowanie na rodowodzie jest uzasadnione. Ale czy horsetelex* powinien przysłaniać nam inne ważne cechy jak poprawność, rozwój, jakość ruchu czy zdrowie?
Pytania, na które warto znaleźć swoją odpowiedź
Przykłady z największych aren, co chwilę udowadniają, że może warto na chwilę w tym miejscu się zatrzymać i odpowiedzieć sobie samemu na kilka pytań?
Czy warto eliminować z hodowli klacze, które nie są bezpośrednio spokrewnione z gwiazdami światowego sportu? Mam tu na myśli ich rodziny.
Czy może jednak dobrze jest walczyć o rozwój również bardziej „niszowych” rodzin, które wydają na świat konie poprawne, zdrowe i z dobrym nastawieniem do pracy?
Czy nie lepiej zaufać takiej klaczy, zamiast odrzuconej przez hodowców zachodnich klaczki z olimpijskim pochodzeniem, ale z wadami budowy, niewyrośniętej, niesprawdzonej użytkowo? Wielu z nas ma rodzeństwo. Przyrodnie bądź nie. Czy jesteśmy tacy sami? Niekoniecznie.
Czy dobrze jest pozbawiać szans młode, interesujące ogiery, na rzecz używania wyłącznie starszych?
Czy moda powinna wpływać na moją hodowlaną drogę i moje wybory?
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
Choć jeździectwo i hodowla koni długo się opierały, żyjemy w bezlitosnym świecie cyfr i tabel. Dążenie do zwiększania szans na sukces i podwyższanie powtarzalności wyników jest godne pochwały. Problem w tym, że hodowla i genetyka mimo że są dziedzinami naukowymi, regularnie wymykają się schematom i prostym receptom. Wielu z nas uwierzyło, albo chce wierzyć, że nawet w tej gałęzi działalności wszystko można przewidzieć, ale czy aby na pewno?
Jedno jest pewne, od mody i trendów nie uciekniemy, ale nie są one wieczne. Co nas czeka w najbliższych czasach? Okaże się wkrótce. Na szczęście w hodowli dróg do sukcesu jest przynajmniej tak wiele, ilu hodowców olimpijskich koni.
*horsetelex – jedna z największych baz rodowodowych na świecie. W żargonie hodowców określenie rodziny żeńskiej. „Mocny” lub „dobry” „horsetelex to najkrócej mówiąc duża ilość bliskich krewnych danego konia, sprawdzonych w sporcie.
***
Autorką felietonu jest Oliwia Chmielewska, założycielka Eurobreeding.com, fotograf, od lat związana z hodowlą koni sportowych, specjalizująca się w marketingu i PR hodowli koni, ośrodków jeździeckich, wydarzeń, koordynatorka CAVALIADA Horse Auction ioraz Baborówko Foal Auction, w przeszłości również hodowca.





