Strona główna » Rozmowa: Henryk Soboń – droga do dużego sportu jest długa i wyboista czyli o ocenianiu młodych koni

Rozmowa: Henryk Soboń – droga do dużego sportu jest długa i wyboista czyli o ocenianiu młodych koni

Henryk Soboń, doświadczony sędzia od lat oceniający młode konie zarówno podczas czempionatów źrebiąt jak i czempionatów użytkowych, opowiada Jak i dlaczego warto oceniać młode konie.

Dlaczego warto oceniać młode konie?

Temat selekcji młodych koni jest dość skomplikowany. Najlepiej obrazowo można wszystko wytłumaczyć na przykładzie “trójkąta selekcyjnego” czyli tak, jak robią to Niemcy: ocena źrebiąt, uznawanie ogierów na körungach, a w przypadku klaczy uznawanie przy wpisie do księgi (lub próby dzielności klaczy i ogierów), sport.
Jak widzimy, ocena jest stopniowa. Od podjęcia decyzji czym kryjemy, do osiągania dobrych wyników w sporcie w wieku 6-7 lat, mija aż 8 lat. Za naszego, ludzkiego życia, jesteśmy w stanie “przerobić” jedynie kilka końskich pokoleń czyli im wcześniej dokonamy oceny, tym lepiej. Czym innym jest ocena źrebiąt, czym innym jest ocena koni 2,5 letnich, a jeszcze czym innym jest ocena koni sportowych. Na każdym z tych etapów oceniamy nieco różne elementy ale przez cały czas musimy mieć z tyłu głowy to, co chcemy osiągnąć. 

A co chcemy osiągnąć?

Dziś potrzebujemy przede wszystkim konia sportowego, wierzchowego.

Jaki ma być współczesny koń sportowy?

Przede wszystkim musi być zwierzęciem zdrowym, dzielnym i jezdnym. Ma na to wpływ wiele czynników. Oceniając źrebię nie wiemy czy będzie jezdne ale możemy stwierdzić czy jest w typie konia wierzchowego, czy jest poprawne oraz jak się rusza. 

Typ, elastyczność i jakość ruchu odgrywają tu przewodnią rolę.
Ostatnio często mówimy o punktach konia wierzchowego czyli elementach w jego budowie, które z czasem sprzyjają pracy pod siodłem. Mówiąc o punktach konia wierzchowego mamy na myśli całą linię górną: od uszu, połączenia głowy z szyją, szyi, kłębu, miejsca na siodło, grzbietu i jego jakości oraz zadu. Chcielibyśmy, żeby linia ta była jak najbardziej płynna: dobre miejsce na siodło, dobre, długie wejście kłębu w grzbiet, odpowiednio skośna łopatka. Jednym słowem wszystko, co sprzyja jeźdźcowi. I to już widać u źrebiąt. Ważnym elementem jest również fundament. 

Co sądzi pan o łączeniu oceny typu z pokrojem?

Osobiście jestem zwolennikiem łączenia oceny typu z pokrojem, żeby tego u źrebiąt nie rozdzielać. Poszukiwanie wad pokrojowych u źrebiąt, oprócz tych ewidentnych, jest często poszukiwaniem na siłę. Jeżeli to rozdzielamy, musimy się mocno skoncentrować. Inaczej wygląda źrebię dwumiesięczne, inaczej pięciomiesięczne, które ma prawo być przebudowane, posiadające wyższy zad, a nam wydaje się, że ma gorszy grzbiet. Ale później wszystko się wyrównuje. Każde źrebię rośnie w innym tempie. Pamiętać trzeba, że to wszystko przekłada się na ruch. Jeżeli koń w piątym, szóstym miesiącu życia jest przebudowany zadem, co w tym wieku jest naturalne, automatycznie inaczej się rusza, nie może podejść pod swój środek ciężkości ponieważ ma zad trochę wyżej. Jeżeli zaczniemy się tego wszystkiego “czepiać”, możemy wylać przysłowiowe dziecko z kąpielą. Uważam, że wystarczające jest to, co robi Związek Holsztyński. Typ ocenia się razem z pokrojem. I wtedy jest trochę łatwiej. Jeżeli jest to typ konia wierzchowego, posiada dobre punkty konia wierzchowego, co widać u źrebięcia, oraz relatywnie dobry fundament – wtedy dostaje dobrą ocenę. Jeżeli to rozbijamy, karzemy dwa razy za to samo.

Oczywiście, nie wiemy rzeczy najważniejszej – jak koń będzie pracował pod siodłem ale na tym pierwszym etapie selekcji nie musimy i nie możemy tego wiedzieć. Interesuje nas wyłącznie to, żeby koń był w typie wierzchowym i dobrze się ruszał. Oceniamy jakość tego ruchu, giętkość i elastyczność. I na tym się koncentrujemy.

Premiowania i czempionaty źrebiąt – tędy droga?

Wspaniałą sprawą jest porównywanie źrebiąt między sobą. Można wtedy zobaczyć jak się ruszają, prezentują w takich samych warunkach. Oczywiście tego typu imprezy nie są absolutną wyrocznią ale dają “tu i teraz” pogląd na dane zwierzę i jego ewentualny potencjał. Może być tak, że źrebięta, które zaprezentowały się gorzej, później brylować będą w sporcie mając większe serce do skoków. Ale może okazać się również, że źrebięta doskonałe w typie, bardzo dobre ruchowo, w przyszłości nie wytrzymają psychicznie współpracy z jeźdźcem. Ale od czegoś trzeba zacząć, czegoś musimy się trzymać. Chcemy wyselekcjonować konie w jak najlepszym typie wierzchowym i jak najlepiej się ruszające. W domu pewne rzeczy trudniej dostrzec, stąd potrzeba porównywania źrebiąt. Najlepiej kiedy źrebięta w dniu oceny mają trzy, cztery miesiące. To najkorzystniejszy dla nich czas. 

Czy na tym etapie istnieją czynniki, które mogą wykluczuć źrebię z przyszłego użytkowania sportowego?

Z pewnością problem jest z końmi z nieprawidłowo zbudowanymi kopytami, np. sztorcowymi. Jeżeli to jest zaniedbane to już wiadomo, że w przyszłości mogą pojawiać się poważne problemy. Zdarza się to coraz częściej, ponieważ chcemy koni długonogich a to w następstwie rodzi taki kłopot. Te problemy często wynikają z tego, że na pastwisku konie, które się pasą stoją cały czas w rozkroku i żeby sięgnąć trawę to jedna noga jest zawsze inaczej obciążona, robią się przykurcze. Czasem na czempionacie widzimy źrebię, które już na pierwszy rzut oka, bez wykonywania zdjęć RTG, ma przemieszczenie kości kopytowej. I wtedy jest to duży kłopot. Taki koń będzie miał z tym problem już przez całe życie. To jest bardzo trudne do wyprowadzenia. Takie konie z hodowli powinny być wyeliminowane ponieważ to wszystko niestety się w dużym stopniu dziedziczy. Pilnujmy tego.
Kłopot jest także ze źrebiętami mocno szpotawymi czy mającymi wyraźną postawę francuską bądź posiadającymi bardzo miękką pęcinę. Z kolei w przypadku linii górnej w okresie wzrostu i rozwoju wiele się zmienia i tu możemy poczekać. Podstawą jest fundament i musimy szybko reagować. Selekcja ma sens tylko wtedy, kiedy jest ostra. Dlatego hodowcy powinni być bardzo krytyczni wobec własnych koni. To znacznie ułatwia życie.

Henryk Soboń z wyhodowanym przez siebie rekordzistą Baborówko Foal Auction 2023, ogierkiem Oro

A co dalej?

Później przechodzimy już do kolejnego etapu, gdzie mamy do czynienia z końmi 2,5-3 letnimi, które daje się osiodłać i powoli zaczynamy z nimi pracować. Wtedy właśnie otrzymujemy kolejne odpowiedzi na nasze pytania czy obraliśmy dobry kierunek hodowli konia wierzchowego. Możemy już zobaczyć jak konie przyjęły jeźdźca i jak z nim współpracują. Chęć do współpracy z jeźdźcem jest cechą, która powinna być wyżej wypunktowana niż pozostałe ponieważ dziś większość osób jeżdżących konno nie jest profesjonalistami. 99% osób potrzebuje konia dobrego, urodziwego, zdrowego, dobrze ruszającego się ale też jezdnego, żeby tzw “zwykły śmiertelnik” był w stanie na nim jeździć. Co nam w tej sytuacji po “gwiazdach” z którymi radę mogą sobie dać tylko wybitni profesjonaliści. Niestety, wielki sport wymaga też koni, które są bardzo wrażliwe. I tutaj szaleństwo od geniuszu oddziela tylko cienka linia. Często wybitne konie, na skutek obecnych, wyśrubowanych kryteriów hodowlanych stają się trudne bo chcemy, żeby były bardzo wrażliwe. Ale nie zapominajmy, że zaraz mogą się stać nadwrażliwe. Jeżeli nie sprzedamy konia profesjonaliście to zwykły śmiertelnik może sobie z nim nie poradzić. I tu trzeba pilnować cech jezdności. Im wcześniej jesteśmy w stanie wychwycić konie, które dobrze rokują, tym lepiej dla nas.
Dobrym instrumentem są skoki luzem, kiedy młode konie puszczamy w korytarzu. Ale też znamy przecież przypadki, że są konie, które nie skakały w korytarzu a skakały pod siodłem albo są wybitnymi skoczkami w korytarzu a przeciętnymi pod siodłem. Są to oczywiście wyjątki potwierdzające regułę. My jednak chcemy, żeby koń nam zademonstrował swoje naturalne predyspozycje i dlatego robimy to dla 2,5-3 latków, a wszystko po to, żeby je wcześnie ocenić. Żeby móc już zobaczyć jaką koń ma technikę, siłę i jak w tym wszystkim myśli, czy jest inteligentny, czy sam sobie poradzi, i czy się poprawi w momencie kiedy popełni błąd. To wszystko chcemy zobaczyć. 

Z reguły jeśli koń dobrze skacze w korytarzu, ma dobrą technikę, dobrze się odbija, baskiluje i jest silny, istnieje duże prawdopodobieństwo, że pokaże to wszystko również pod jeźdźcem. Może oczywiście być tak, że się będzie bał np. niebieskiej przeszkody lub rowu otwartego ale to są pojedyncze, indywidualne przypadki.

Skoki luzem
Czempionaty użytkowe mogą dostarczyć hodowcom bezcennych informacji

A jak to wygląda u koni ujeżdżeniowych?

W przypadku koni ujeżdżeniowych oczekujemy obszernych ruchów i zdolności do pracy w chodach zebranych czyli koń musi być na tyle jezdny, żeby jego chęć ruchu do przodu, jego obszerne chody, dały się potem zamknąć w pomocach. Żeby dało się to wszystko skrócić aby był w stanie pracować w zebraniu.
Dużo uwagi poświęcamy spektakularnemu kłusowi a przecież na czworoboku jest dużo galopu i stępa. Jeśli chodzi o ten ostatni chód, trzeba pilnować, żeby był u konia dobry z natury. Ze stępem nic nie zrobimy jeśli koń go nie posiada. 

Jaki powinien być sędzia oceniający młode konie?

Otwarty na ciągły rozwój. Uważam, że sędziowie powinni się nieustannie szkolić. Najlepiej, gdyby mieli możliwość spotkań, co najmniej dwa razy w roku, aby się “wyskalować”.
Ocena koni wiąże się z dużą odpowiedzialnością, dlatego sędziowie muszą być opatrzeni, aby uzasadnienia komisji były w najwyższym stopniu merytoryczne. Ważny jest również komentarz, skierowany bezpośrednio do hodowców i publiczności po ocenie danego konia, ponieważ daje więcej informacji niż sama “sucha” punktacja.

Reasumując…

Droga do dużego sportu jest bardzo długa i wyboista. Nie zapominajmy, że w dużym stopniu o sukcesie decyduje interier, odporność konia na trening, pracę, stres czy wreszcie zdrowie fizyczne.
Koń sportowy jest dobry na tyle, na ile dobry jest w obcym miejscu. Musi dać się załadować do koniowozu. Musi odpocząć i być w stanie wystartować. To są rzeczy, których nie zobaczymy u źrebiąt. Pamiętajmy, że dobre, nowoczesne konie, które dziś hodujemy, często prowokują ludzi do popełniania błędów. Niedoświadczony jeździec, zachęcony możliwościami dzisiejszych koni, chce więcej i więcej. Nie patrzy na poszczególne etapy, które trzeba przejść aby cała zabawa miała sens. To tak nie działa. Podstawą jest plan. I trzeba jeść łyżeczką, a nie od razu chochlą. 

Wechta Foal Show 2023, od lewej Henryk Soboń, Andrzej Matławski i Andre Hahn

© Eurobreeding.com, fot. Oliwia Chmielewska

eurobreeding

Back to top